Mija pierwszy, drugi i trzeci tydzień nowego roku. Jak zawsze w Sylwestra obiecywałaś sobie, deklarowałaś i opowiadałaś przyjaciółkom i rodzinie jakie masz ambitne plany na NOWY ROK. Postanowiłaś zrobić dla siebie tak dużo. Ale czy nie za wiele?

Czy każde postanowienie noworoczne warto zrealizować? Które postanowienia finalizować? A które przynajmniej część?  I jak dokonać wyboru, aby poczuć się dobrze, a nie załamywać, że znowu nic z tego nie wyszło? Dlaczego czasami tak trudno dotrzymać obietnicy? Czy ważny jest tutaj deadline? I dlaczego jest tak ważny?

Dwa lata temu podjęłam decyzję o przerwie w swojej pracy zawodowej.

Pół roku poświęciłam tylko sobie. Obawiałam się powrotu do pracy, powrotu do aktywności. Wiedziałam, że bez dobrej organizacji będzie ciężko. Zwłaszcza, że na horyzoncie zaczęły pojawiać się bardzo ciekawe propozycje. Sama praca to pół biedy. Ale kiedy ktoś taki jak ja, chciał realizować się jeszcze w innych płaszczyznach … Obawiałam się, że ciężko będzie wygospodarować więcej czasu na coś dodatkowego. A przecież przydałoby się i dla przyjaciół, i na samorozwój, i tak dalej … Apetyt był ogromny.

Często narzekamy na brak czasu na sen, odpoczynek, dla rodziny. Dzieci spędzają przed komputerem całe popołudnie, po czym następnego dnia okazuje się, że nie mają odrobionego zadania, a sprawdzianu nie zaliczają, bo „nie było kiedy się nauczyć”.

Umiem zorganizować sobie czas i znaleźć go na wszystko, co uważam za ważne dla siebie. Ale wiem, że nie każdy sobie z tym radzi. Przedstawię Wam więc moje, sprawdzone sposoby, aby wycisnąć każdy dzień do samego końca – tak na maxa!

Czasu mamy tyle samo co wszyscy. Sztywne godziny pracy wymuszą dalszą aktywność. Po pracy, czeka nas kolejny etat w domu, czasami dodatkowe zarobkowanie, obowiązki itd. czasami  A jak przychodzi czas tylko dla nas, to często jesteśmy zmęczone. To w takim razie dlaczego znowu coś planujemy, składamy noworoczne obietnice? Bo tak na prawdę chcemy coś robić dla siebie. Bo czujemy, że w tym całym świecie jesteśmy najważniejszymi osobami dla siebie.

JAK JA TO ROBIĘ? JAK ORGANIZUJĘ CZAS, ABY REALIZOWAĆ SIĘ I „PODOŁAĆ” WSZYSTKIM OBOWIĄKOM?

Mam kilka zasad, które stosuję na co dzień. W brew pozorom – nigdy ich nie planowałam. To wyszło naturalnie. Postanowiłam jednak przeanalizować je i podzielić się z Wami.

1. STWÓRZ LISTĘ ZADAŃ

Stworzenie listy zadań do wykonania jest podstawą odpowiedniej organizacji.

Ja planuję trzy miesiące w przód. Chociaż są też takie terminy, które są za pół roku, a nawet pod koniec roku.  Podstawą jest TYDZIEŃ. Staram się jednak nie „upychać” każdej czynności tak, by wykorzystać dzień co do minuty. Po pierwsze, nie jesteśmy robotami, po drugie – zawsze warto zostawić margines na sytuacje niespodziewane, tj. korki na mieście, kawa z koleżanką czy praca po godzinach. Ja mam swój kalendarz w telefonie, w którym zapisuję sobie wszystko, co czeka mnie
w danym tygodniu.  A potem, największą frajdą jest wykreślanie tego, co już zrobiłam. Uwielbiam widzieć pusty kalendarz na koniec dnia !

A co, jeżeli się nie udało? Nie biczuje się. Przekładam. Ale max trzy razy. Bardzo pilnuję się ten zasady.

2. WSTAWAJ WCZEŚNIEJ

Do tego chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Nie ma co aż tak rozwlekać tego tematu – każdy wie, o co chodzi – mając teoretycznie wolny dzień – powiedzmy, sobotę – wstając o 8:00 zrobimy o wiele więcej rzeczy, niż wstając o 10:00. Proste, prawda?

3. USTAL PRIORYTETY

W pierwszej kolejności rób to, co jest najważniejsze dla Ciebie. Nie da się być wielozadaniowym. Kobieta nie może prowadzić auta, malować się i rozmawiać przez telefon na raz – zabrakłoby na to rąk… To samo jest z pracą i obowiązkami. Lepiej zrobić coś raz, a porządnie, a inne rzeczy wykonać później – z podobną starannością i skupieniem.

4. NIE ODKŁADAJ „NA POTEM”

Odkładanie „na potem” – znacie to, prawda? Bo gdy masz (pozornie) dużo czasu, to lepiej zrób od razu coś, co masz zaplanowane.

Po pierwsze – zawsze lepiej mieć „z głowy”, po drugie – łatwo się rozleniwić, po trzecie – może się okazać, że coś innego ci wypadnie i nagle nie będziesz wiedzieć, za co masz się zabrać. Tak tak – wiem, jest to czasami ciężkie. Ale… chcieć to móc!

5.WYKORZYSTAJ CZAS, KTÓRY I TAK BYŚ ZMARNOWAŁA

Staram się tak robić zwłaszcza wtedy, kiedy następnego dnia mam negocjacje czy inne ważne spotkanie. Notatki mam wtedy zawsze w pogotowiu. Stojąc w korku, czekając z dzieckiem w kolejce do lekarza, w urzędzie, mam czas, aby się przygotować. I to dotyczy nie tylko pracy. Uwielbiam czytać książki. Ale muszę nieźle się nagimnastykować, aby znaleźć na to czas. Czytam wszędzie: w kuchni, w wannie, czekając na jakieś spotkanie. Każdy moment jest dobry. Szkoda mi po prostu marnować czas. Super rozwiązaniem są e-booki.

6. Aplikacje zakupowe jako kolejne narzędzie do lepszej organizacji czasu

Niektórzy mówią, że nie lubią zakupów on-line. Też ta kiedyż mówiłam. To proces rozciągnięty w czasie. Trzeba nabrać zaufania. Nauczyć się aplikacji, aby takie zakupy sprawiały przyjemność. Poznać produkty. Zakupy on-line robię 2-3 raz tygodniowo. Co zyskuję: oszczędność czasu, panowanie nad swoimi wydatkami, możliwość zwrotu. Dla mnie zakupy on-line, to też tworzenie na bieżąco list zakupowych. Jak coś się kończy w domu, od razu zapisuję w aplikacji. Potem nie muszę biegać i sprawdzać, co się skończyło, tylko mam gotową listę.

A więc czy warto realizować CELE NOWOROCZNE? I jak zrealizować?

Zasady, które staram się stosować przy tych NOWOROCZNYCH deklaracjach, dotyczą właściwie każdego celu, który sobie wyznaczam w ciągu roku. Nie musisz czekać, na koniec roku żeby zacząć żyć tak jak chcesz. W tym przypadku nie pozwólmy, aby to SYLWESTER czy NOWY ROK rządził naszymi celami! Oczywiście koniec roku uznawany jest za dobry moment, ponieważ wiele z nas pozwala sobie na chwilę refleksji nad swoim życiem. Większość z nas w ciągu roku jest za bardzo „zajęta”, żeby móc usiąść spokojnie i poobserwować siebie samego i zastanowić się nad tym w jakim kierunku się poruszamy. Ale takie decyzje możemy podejmować praktycznie każdego dnia.

Ludzie którzy realizują swoje cele każdego roku, czyli ODHACZAJĄ jako wykonane, postępują wg konkretnej strategii.

TRZY MIESIĄCE to czas na tyle długi, że można bardzo dużo osiągnąć, a zarazem na tyle krótki, 
że pozwala zobaczyć na czym się skupić dziś, a co można odstawić na później. Czas kiedy ustalamy priorytety. Przekonałam się nie raz, że to jest optymalny czas, kiedy mogę maksymalnie skupić się na celu, który mój mózg nie odbiera jako ABSTRAKCJĘ!  A dlaczego noworoczne cele motywują? Bo Mamy deadline. Mniej więcej koło września / października, przypominamy sobie, o naszych obietnicach z początku roku. I wtedy zaczyna się napinka. Oczywiście w wielu przypadkach udaje się, dlatego tak chętnie podejmujemy kolejne wyzwanie i ustalamy kolejne cele, które potem realizujemy dopiero pod koniec roku J. Ale dobrze, jak w ogóle realizujemy. Co jeżeli ich nie realizujemy?
Ja osobiście przeprowadzam ze sobą szczerą rozmowę. Co mi przeszkodziło w realizacji i czy na prawdę chciałam zrealizować ten cel.

Kolejną metodą pomocną w osiąganiu celu jest ZAPISYWAĆ co chcę osiągnąć. Zaczyna się od pracy
z kalendarzem. To o czym wspominałam wcześniej. Uważam, że jest to niezastąpione narzędzie jeśli chodzi o postęp. Mierzy moje wyniki i pokazuje co musi być zmienione, poprawione, a co działa
i należy to kontynuować. Uważam, że każdy cel będzie o wiele bardziej osiągalny kiedy zaczniemy pracować z kalendarzem.

I najważniejsze to WIERZYĆ w siebie. Bez tej wiary nie ma prawa nic się udać. Nie wolno po prostu rezygnować przy pierwszej porażce. Ja uważam, że nawet przy drugiej, piątej czy dziesiątej. Jeżeli wierzę w mój cel, to w końcu zrealizuję go. Nasz mózg musi zacząć myślę ZROBIĘ TO! A nie w kółko – znowu się nie udało. Trzeba wierzyć w siebie i dać sobie szansę.  Na pewno w ciągu tych trzech miesięcy będziesz musiała w końcu wyjść ze swojej strefy komfortu. Na pewno będziesz musiała podjąć ryzyko i zmierzyć się z wyznaczonym celem. Jeżeli wierzyć w niego to na pewno uda się.

Beata Przybylska-Józefiak

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • LinkedIn

2 komentarze

  • Magdalena

    Tak, najważniejsze to chcieć 😊 I nie odpuszczać. Świetny tekst i ważny. A najlepsze jest to, że faktycznie można zacząć planować kiedy się chce, najtrudniejsze to trzymać się planu. Życzę wytrwałości wszystkim 😊

Komentuj